Wydawnictwo Poemat Wariutkowie

Recenzje

Gazeta Wyborcza, 04-03-2003

Warjutkowie - Scena pod Ratuszem
Anna Potoniec

Pokazanie w teatrze "szalonego, surrealistycznego poematu" wcale nie wymaga szalonych i niekonwencjonalnych środków. Słowo, gest, muzyka - to wszystko, czego potrzebował Paweł Szarek do scenicznej adaptacji poematu Michała Zabłockiego

Poemat Zabłockiego to część jego autorskiego projektu "Multipoezja". Poeta szuka dla swojej twórczości niekonwencjonalnych form przekazu: pisze wiersze wspólnie z internautami, wyświetla je na ścianach krakowskich i warszawskich kamienic.

Spektakl Pawła Szarka dowiódł, że i teatr doskonale sprawdza się jako element tego projektu. Czy raczej manipulacji, bo już po kilku zwrotkach dorosłe dzieci zaczynają wierzyć w istnienie Warjutków, "późnych gadów prekambryjskich", które zagnieździły się gdzieś w parowach współczesnego świata. Widz chłonie 50 zwrotek poematu naszpikowanego rymami, metaforami i neologizmami bez zmrużenia oka, mimo że słowa są wcale niełatwe w odbiorze. I nie układają się w fabułę.

Każda zwrotka poematu to inny epizod z warjutkowej egzystencji. Żywią się oni krwią dzieci; noworodki raczą wódką; nienawidzą telewizji i wszelkich wiadomości; mają własną walutę i żadnych ograniczeń w wydawaniu pieniędzy; lubią seks; modlą się do wszystkich bogów jednocześnie - od Jezusa po Mahometa. Wyczyniają jeszcze inne zwariowane rzeczy, które wcale nie okazują się aż tak bardzo abstrakcyjne. W każdym siedzi mały warjutek, do czego przyznaje się zresztą w finale narrator opowieści.

W tej roli Błażej Wójcik, który potrafił pokazać poważną formę poematu, pod którą ukryta jest niepoważna treść. Z trupią twarzą, czarnymi ustami, w czarnym długim płaszczu jest groźny i dowcipny zarazem. Doskonale nawiązuje kontakt z publicznością. Prowokuje i parodiuje. W tle poważnych i refleksyjnych piosenek Agnieszki Chrzanowskiej wyczynia mistrzowskie wariactwa. I na odwrót, kiedy piosenkarka pojawia się w roli kobiety, która wszystko przepiła, Wójcik jest wariacko poważny.

Szarek posłużył się czymś jeszcze - teatrem cieni. Na białym płótnie pokazują się cienie Warjutka (Piotr Malaga) i Warjutki (Ewelina Rudziewicz). Długie nosy, wysokie czapeczki - dorosłe wersje Pinokia. Wszystko to, o czym jest mowa, ilustrują, czy raczej przerysowują, ruchem - czasami przy udziale rekwizytów.

Spektakl utrzymany jest w czarno-białej kolorystyce. Ciemny strój Wójcika i jego trupia twarz; ciemna zastawka, białe płótno teatrzyku cieni, czarne i białe sukienki Chrzanowskiej. Choć ona pojawia się i w krwistej czerwieni, i w brązach, ożywiając na chwilę scenerię.

Michał Zabłocki powiedział kiedyś o swoim poemacie, że jest to utwór dla dzieci, które już coś kapują. Nie poleca go tym, które kapują zbyt mało. Spektakl Pawła Szarka poleca się i jednym, i drugim.

Scena pod Ratuszem, Michał Zabłocki "Warjutkowie", adaptacja, scenariusz i reżyseria - Paweł Szarek, scenografia - Lidia Fręchowicz, piosenki - Agnieszka Chrzanowska, premiera 24 lutego 2003 r.